RSS
środa, 16 maja 2012
niemoc wygrała po raz n-ty

To tylko mały szczegół, że powinnam teraz siedzieć i powtarzać kolejną partię materiału z anaty. Jutro przedtermin, a ja najzwyczajniej wymiękłam, jakoś nie czuję się zbyt pewnie. Choć przyznam, miło byłoby mieć już to z głowy. Niestety niemoc wygrała, idę na ten 13stego czerwca (na szczęście nie piątek). Moja miłość do liczby 13 jest wielka, dlatego mam nadzieję, że przyniesie mi dużo szczęścia :P

Patrząc na tegoroczne matury z biologii i chemii, po raz kolejny pytam się 'co to ma być?' Przecież to nawet wiedzy nie sprawdza. Owszem zadania na inteligencje są potrzebne, ale bez przesady. Równie dobrze może iść gość z małym ułamkiem wiedzy, a napisze na taki wynik, o którym ten z wiedzą będzie mógł sobie pomarzyć, bo utonie w setkach linijek tekstu. Mam wrażenie, że matura z biologii czy chemii zaczyna przybierać formę matury pisemnej z j.polskiego. Chociaż wiadomo, że nikomu się nie dogodzi. Jedni uwielbiają ten rodzaj sprawdzania wiedzy, inny go krytykują. Zdecydowanie należę do tych drugich. Wyobraźcie sobie sytuację. Jest histologia, koleżanka spytana o budowę komórki albo co to jest tkanka, następnie zostaje poproszona o wymienienie jakie zna tkanki i cisza. Oczywiście cisza spowodowana nie strachem przed wykładowcą, a brakiem podstawowej wiedzy maturalnej. Absurd? Niestety takie rzeczy się zdarzają. Albo na chemii do reakcji z chemii organicznej jest napisanych 8 linijek tekstu, z których głupek wywnioskuje jakie mają być substraty, produkty i jaki katalizator nad strzałką. To ma być rodzaj sprawdzania wiedzy? Śmiech na sali :P Później wychodzi, że tona tekstu, ludzie czytają i tracą czas, którego i tak nie ma zbyt dużo. Szybko, szybko, bo trzeba przeczytać jakże ważną informację na 1/3 strony, a nuż będzie tam coś jeszcze mega ważnego. Wg mnie powinno być jedno konkretne pytanie i odpowiedź itd, wiesz albo nie wiesz - proste.

Wgl hit matur 2012, który podesłał mi znajomy klikk , to trzeba być mega nieogarniętym. o.O

 

Dzisiejsza matura to bzudra, tyle w temacie.

niedziela, 13 maja 2012
praktyki

W poniedziałek zaraz po zaliczeniu z biochemii, biegłam na praktyki do gabinetu stomatologicznego. Nie powiem, żołądek miałam w gardle. Bo po I nigdy nie wiadomo na kogo trafimy, po II coś nowego, a wszystko z czasem trzeba zacząć ogarniać. Nie powiem p. Dr, z którą pracuję w poniedziałki jest mega sympatyczna i cierpliwa. Oczywiście jak to podczas pierwszego dnia praktyk bywa, musiało się coś wydarzyć, tak więc po drugim pacjencie wyłączyli prąd na całym osiedlu. Całe szczęście, że ubytek został dopracowany w porę, a pacjent w tym momencie płacił za usługę. Boję się pomyśleć, co by było, gdyby stało się to w trakcie zabiegu :) Reszta pacjentów została odwołana, a my poszłyśmy do domu.

W czwartek natomiast miałam praktyki z drugą p. Dr, która również jest sympatyczna i cierpliwa, ale już na pierwszy rzut oka widać, że będzie dużo bardziej wymagająca. Co oczywiście jest na plus, bo przy jednym rzucie poznam jak się pracuje u dwóch różnych stomatologów.

No i w czwartek była pacjentka, która przyszła z bólem zęba, a raczej nadwrażliwością na ciepłe i zimne napoje. Z badania wyszło, że ma odsłoniętą szyjkę, a zebranego wywiadu okazało się, że wybiela zęby wkładkami z żelem, po czym pije pepsi. o.O Oczywiście argumentowała to tym, że przecież skoro nie pali i nie pija kawy, to ma prawo pić pepsi, bez której jak sama powiedziała, nie potrafi żyć. No cóż jej wybór. Uwierzcie mi, trudno takim pacjentom wytłumaczyć, że to jest złe, bo oni i tak wiedzą swoje :) Obiecała, że zastopuje z wybielaniem, ale jak będzie okaże się na następnej wizycie.

wtorek, 01 maja 2012
sauna w cenie biletu.

Poniedziałkowy hit:

zajeżdżam na PKS w Poznaniu, odbieram telefon od doktorowej i słyszę, że p. stomatolog, z którą miałam dzisiaj pracować zachorowała i żebym przyszła po długim weekendzie. Mój poziom wścieklizny przekroczył taki poziom, że zamiast po ludzku wysiąść z autobusu, to prawie z niego wypadłam. Wściekła pojechałam zawieźć część rzeczy, które przywiozłam do Poznania, poczekałam i pojechałam z powrotem do rodzinnego miasta. Kolejne 4h podróży + upał, istne miodzio. Tym bardziej, że klimatyzacja działała tak, że wgl nie działała, także PKS zafundował nam saunę w cenie biletu.

 

Spotkałam się z kuzynką, która była akurat z młodym na placu zabaw. Młody jak to młody, nie patrzy, czy dzieci mają 3, 5 czy 10 lat, po prostu chce się bawić ze wszystkimi. Podbiega do 2 chłopców siedzących na huśtawce, prosi ich aby pobawili się z nim w piaskownicy. Jeden z chłopców mając najwyraźniej dość młodego, kulturalnie powiedział 'nie pójdę się z tobą bawić, bo jestem już duży, mam dwa stałe zęby...' :D

niedziela, 29 kwietnia 2012
co się odwlecze, to nie uciecze.

Jedną propozycję przegapiłam, ale w końcu znalazłam gabinet, w którym będę mogła odbyć praktyki wakacyjne. Z tym, że zaczynam już od jutra. Czuję kołek w gardle i po części strach, bo wiadomo, że wszystkiego nie nauczyli na studiach. Po prostu już słyszę jak p. Stomatolog tupie nóżką i mówi, że na pewno mieliśmy to na zajęciach, a ja na pewno o tym zapomniałam. Bądź krzyczy 'szybciej,szybciej,szybciej'. 

Jako że w Poznaniu nie mam czasu wybrać się do lekarza, to pojechałam na pogotowie w moim rodzinnym mieście. Wchodzę do gabinetu i widzę młodego lekarza. Podobało mi się, że wszystko tak dokładnie i szybciutko robił. Po zebraniu wywiadu, kazał mi usiąść na kozetce. Po chwili patrzę, a ten nakłada rękawiczki, podchodzi do mnie z czymś, co wyglądało jak zabawkowy pistolet na wodę i strzela mi w głowę, mówiąc: 37 i pół. Moja mina bezcenna. :D

Lecę wygrzewać się na ogródek, bo pogoda nas rozpieszcza :) Udanej Majówki!

sobota, 21 kwietnia 2012
niemoc, czyli wiosenne przesilenie part 2

Wstaję rano i pierwsze co czuję to taką NIEMOC w dosłownym tego słowa znaczeniu. Najchętniej to położyłabym się z powrotem spać. Ale nie, bo przecież trzeba się ogarnąć, wynieść śmieci i zjeść jakieś śniadanie. Nie zdziwiłabym się, gdybym pochlała zeszłej nocy, jednak nic z tych rzeczy :) To po prostu wiosenne przesilenie part 2, które mam nadzieję pójdzie sobie ode mnie, bo dzisiaj przez to nic pożytecznego nie zrobiłam, damn.

W czwartek przyjmujemy pierwszego pacjenta z krwi i kości - hip hip huura! Dość molestowania koleżanek, które jak wiadomo starają się dbać o zęby, więc w rzeczywistości nie ma co usuwać, tylko można co najwyżej ząbki dopieścić. Czwartek to będzie pierwsze zderzenie z rzeczywistością - can't wait! 

W stomatologicum mamy bardzo sympatycznego i śmiesznego pana szatniarza. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym na początku nie zaliczyła jakiegoś starcia i wrogich spojrzeń. Ale pomijając te mało istotne szczegóły, p. Szatniarz po czwartkowych klinikach postanowił nam powróżyć z rąsi. Z mojej dłoni wyczytał, że będę długo żyła, będę miała 2 dzieci, ale jako że wgl nie widać u mnie linii szczęścia, to nie wypowiedział się na ten temat. Wcale nie zdziwiłabym się, gdybym urodziła się pod pechową gwiazdą ;)

piątek, 30 marca 2012
woda mineralna + piwo

Na zajęciach dostałyśmy zadanie, które polegało na przeprowadzeniu ankiety na temat higieny jamy ustnej z pacjentami. Nabiegałyśmy się po collegium stomatologicum, bo jak wiadomo nie każdy pacjent ma ochotę na ankiety, tym bardziej że zestresowany siedzi w poczekalni. Zresztą co się dziwić - skoro powszechnie się uważa, że dentysta sadysta.

Naszą uwagę przykuła jedna z ankiet, którą wypełniał elegancki mężczyzna po 50stce. Gdybym nie widziała tego na oczy to pomyślałabym, że jakiś młodzieniaszek chciał być bardzo dowcipny. ^^

 

poniedziałek, 26 marca 2012
fuck the world, I am a Panda

Przewartościowałam swoje priorytety i cele,
jednak kolejny ciag zdarzeń nieszczęśliwych, 
znów spada na moją biedną, małą i pustą główkę - niczym
stukilowe kowadło niszcząc nowopowstały fundament.

K.K.

***

Właściwie to nic dodać, nic ująć. Końcówka marca, a właściwie początek wiosny z każdym nowym dniem sprawia, że czuję się właśnie tak. Dzień za dniem ucieka, a ja praktycznie stoję w miejscu. Co z tego, że mam plany, kiedy nie mam czasu ich realizować. Od zeszłego poniedziałku odczuwam niekontrolowaną złość, która za pewne odbija się na najbliższych. Ostatnio nie ma dnia, aby ktoś nie wyprowadził mnie z równowagi. Złość, złość, złość. Już pomijając niezdecydowanych ludzi na uczelni, czy też tych oglądających wolny pokój pod wynajem. Coś z serii: 'daj palec, a wezmą rękę'. Mam ochotę wziąć i ich wszystkich rozszarpać!

Normalnie nie wiem, czy usiąść i się śmiać, czy płakać? :)

 

Doskonałe podsumowanie: kliiik !

środa, 14 marca 2012
TURBO JAM - let's have some fun!

Milionów nie zgarnęłam, ale podobno kto nie ma szczęścia w grach hazardowych, ma szczęście w miłości. Także oby kiedyś się sprawdziło :) I hope.

Dni lecą jak szalone, dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Tydzień ledwo się zacznie, a już jest weekend. Nie pisałam wcześniej, ale tak idealnie dopasowałyśmy sobie z dziewczynami plan, że piąteczki mamy wolne! Po prostu cudownie.

 

A teraz trochę o tym, co w tytule.

Polecam wszystkim Paniom [choć Panom również] TURBO JAM. Doskonały sposób, aby pozbyć się zbędnych kcal jak również ujędrnić to i owo oraz zyskać więcej energii, poprawić wytrzymałość fizyczną. Pamiętam jak 2 miesiące temu przyjaciółka wysłała mi linka, ale jeszcze wtedy podchodziłam do tego z pewnym dystansem. Ja mam tak, że nie wierzę, póki sama nie zobaczę, bądź nie poczuję tych zmian :)

W moim przypadku chodziło głównie o te 2 ostatnie punkty. Ale wiadomo również, że kobiecie nigdy za mało ujędrniania czy spalania kcal, bo przecież zawsze to można zjeść ten jeden baton więcej :) Spróbowałam i naprawdę czuję się rewelacyjnie, mam więcej energii, siły i czuję się tak jakoś lepiej niż zwykle. Wystarczy poświęcić tylko 15-40min dziennie w zależności od rodzaju ćwiczeń, które mamy: na brzuch, ręce i nogi, cardio i ogólne oraz są ćwiczenia z gumą gimnastyczną i piłką. Do tego przyjemna muzyka i co mi spodobało się bardzo, to przez pierwsze 2 dni jest nauka kroków, które wcale nie są takie trudne. Dla zainteresowanych przykładowe wycinki z różnych serii turbo jam:

 

 

Gorąco polecam. W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą. Pamiętajmy, że chcąc zrzucić to i owo, nie powinniśmy bazować tylko na dietach, ruch to podstawa nie tylko, kiedy chcemy schudnąć, ale również dla samego dobrego samopoczucia! :)

niedziela, 04 marca 2012
żeby wygrać, trzeba grać

5 kuponów dużego lotka, 5 trafionych liczb! ...szkoda tylko, że na 5ciu różnych kuponach, w tym kilka liczb o jeden w górę lub w dół. Cóż 17mln przeszło koło nosa, ale skoro tak dobrze mi idzie skreślanie, to we wt ciąg dalszy -> 21 mln czeka :P

 

Też macie tak, że kiedy śpiewają Wam 100lat, nie wiecie co macie wtedy robić? :)

poniedziałek, 20 lutego 2012
wszystko o tym jak łatwo paść ofiarą oszustwa pracowników poznańskiego ZTM

Człowiek wychodzi z domu z myślą, że ten dzień będzie mega udany, bo przecież, co złego może się wydarzyć? Po zajęciach jest trening, po którym szybko biegnie na tramwaj, aby zdążyć do znajomych, którzy czekają na rozpoczęcie tzw. befora. Pech chce, że właściwy tramwaj ucieka sprzed nosa, a na kolejny trzeba czekać dobre 25min. Pomijając fakt, że jest mega zimno, trzeba cierpliwie czekać na ten właściwy. Telefon za telefonem 'gdzie jesteś? kiedy będziesz?'. I jak na złość nie ma tej przeklętej 11, ale za to co chwilę odjeżdża 10, 2 i tramwaje techniczne tzw. X. - damn. Kiedy w końcu pojawia się magiczna 11, wsiadam z ulgą, zajmuję miejsce, siedzę wygodnie i czekam, aż dojadę do celu. Wchodzi dwóch na pozór sympatycznych panów, którzy ślą uśmiechy wkoło. Nagle jeden podchodzi do mnie, mówiąc: 'poproszę bilecik do kontroli'. Z uśmiechem podaję legitymację jak i 10 dni wcześniej naładowaną KOMkartę, po czym kontroler oświadcza, że bilet jest nieważny. Na co robię wielkie oczy i proszę o ponownie sprawdzenie. Niestety to samo, p. Kanar prosi o paragon w celu potwierdzenia zakupienia biletu. Pech chciał, że podczas gdy doładowywałam KOMkartę tak się spieszyłam, że kompletnie wyleciało mi z głowy,aby wziąć paragonik, co zdarzyło się pierwszy raz. No i otrzymałam prezent w postaci mandatu.

Na drugi dzień udałam się wraz z P. do punktu doładowywania, aby wyjaśnić zaistniałą sytuację. To co usłyszałam, to był szczyt bezczelności. Oczywiście jakże przemiła Pani poznała mnie, ale upierała się, że nie mogła nabić mi karty skoro nie wydała mi paragonu. To ja spytałam się grzecznie, gdzie jest moje 40zł i 50gr? I jeszcze oznajmiła mi z szyderczo-cwaniakowatą miną, że nawet jeśli złożę odwołanie, to mi to nic nie da, bo jej tego nie udowodnię. Później pojechałam do głównej siedziby i bardzo zdziwiło mnie że Pani w okienku pierwsza spytała, czy incydent ten miał miejsce w pkt przy k? Złożyłam odwołanie, ale niestety po 2 tyg. odrzucili. W sumie wcale mnie nie zdziwiło, bo przecież na pewno inni próbują różnych sztuczek, aby im anulowano mandat. Szkoda tylko, że ja akurat pisałam tam prawdę :P

P. była w szoku, ale wierzyła w moją wersję, bo przecież była wtedy ze mną i widziała jak podaję kartę, jak płacę 100zł banknotem i jak kobieta wydaje mi resztę. To ona 15 min później w autobusie, którym jechałyśmy na uczelnię skapnęła się, że kobieta wgl nie dała mi paragonu.

 

Niestety kiedyś musi być ten pierwszy raz w postaci mandatu of course. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach i że tak dałam się oszukać.

18 stycznia 2012 roku na pewno zapamiętam do końca życia. :P

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8


monitoring pozycji